niedziela, 29 grudnia 2013

Limeryki o Panu

   Z tej strony ja, leń i leser Marabut, który wylegiwał się bezczelnie w Afryce i z ogromnym opóźnieniem wrzuca dziś nagranie sprzed dokładnie trzech miesięcy, bo z dnia 29.09.2013.

   Wtedy właśnie wykonaliśmy piosenkę dla naszego nauczyciela śpiewu, sławnego pana Rafała, znanego pod pseudonimem... Pan. Jako, że jest on postacią niebanalną, niecodzienną, uznałem niegdyś, że należy napisać na jego cześć limeryki. Jako jednak, że w głowie siedziały mi Limeryki o Narodach Jacka Kaczmarskiego, melodia wspomnianego utworu stała się również melodią piosenki, którą wykonaliśmy wszyscy razem. Wszyscy, to jest z udziałem: Noelka, Jaglanka(gitara), Tofic, ninja-turtle oraz Marabut (tekst). Ponieważ Pan stwierdził, że jest wzruszony, wszyscy zebrani przyjęli nasz urodzinowy występ z dużym entuzjazmem, a my mieliśmy masę zabawy, zadecydowaliśmy, że naganie zostanie tutaj wrzucone.

A efekt wrzucenia widoczny tutaj:


   Dlaczego jednak tak późno wrzucone zostało? (Tu powinna zostać uruchomiona muzyczka z Benny Hilla). Ano, tak wyszło :) Cóż się będę rozwodził nad tym, czas, czas, czasu brak. Nawet KWIK-u nie ma kiedy zorganizować... Kiedy jednak to zrobimy, relacja z niego trafi tutaj w mgnieniu OKA. Dlaczego? Ano, dlatego, że nie ja będę się tym zajmował ;)


~/Marabut\~

piątek, 13 grudnia 2013

"Kieliszek czystej wódki"

Hej!
Cała ekipa naszego bloga kocha sztukę, teatr i muzykę. Dlatego też od czasu do czasu będziemy Was zapraszać na nasze koncerty i spektakle ;)
27 października odbyła się premiera spektaklu kabaretowego "Kieliszek czystej wódki" w naszym wykonaniu.
Jeżeli ktoś przegapił pierwszą odsłonę zapraszamy 21 stycznia 2014 roku do Piwnicy pod Baranami, gdzie o godzinie 20:00 będziemy mieli szansę zaprezentować się jeszcze raz. Rezerwujcie więc bilety: tel.: 602 424 676.
A oto skrót naszego premierowego występu:
http://www.youtube.com/watch?v=uuNXShKEPCI
~Moja

czwartek, 12 grudnia 2013

Koncert "Pod niebem Paryża" - Je veux

Cześć!
Przepraszamy, że tak długo siedzieliśmy cicho - już to naprawiamy :)
Dziś trochę inaczej niż dotychczas. Mianowicie dołączam dla Was nagranie z październikowego koncertu "Pod niebem Paryża" ;)
Zapraszam do słuchania!

Hi!
We apologize for not writing on our blog for so long - but we come back! :)
This post is different from others (I hope there will be more posts like that).
I enclose video from our October concert "Pod niebem Paryża".
Enjoy it!


"Je veux" Zaz
śpiew i gitara / vocal and guitar: Katarzyna Kalicka
chórki / backing vocals: Karolina Witkowska & Elżbieta Kalicka

"Pod niebem Paryża"
Koncert Studia Piosenki Farafka
16.10.2013 Kraków


Jednocześnie zapraszamy na kolejne koncerty :) Już 18.12.2013 "Nieznane kolędy".
Przyjdźcie na godz. 19:00 na ul. Mikołajską 2 w Krakowie. Link do wydarzenia poniżej:

We invite you to other concerts! The nearest "Nieznane kolędy" will take place on 18th of December 2013.
We'll start at 7am on Mikołajska street 2 in Cracow :) More info on link below:
https://www.facebook.com/events/698009380211244/

...Jaglanka...

piątek, 11 października 2013

Kulinarne tajemnice Krakowskiego Rynku!/Culinary secrets of Main Squere in Cracow!


Postanowiłyśmy (my, czyli Ela i Karolina) w wakacje zająć się zwiedzaniem niektórych, bo wszystkich się oczywiście nie da, punktów gastronomicznych w okolicach krakowskiego rynku. Naszym pierwszym punktem był wegetariański bar “Green Day” na ulicy Mikołajskiej. Zjadłyśmy Wrap-y z falafelami! Same zastanawiałyśmy się bardzo długi czas co kryje się pod tą tajemniczą nazwą. Okazało się, że są to po prostu małe kuleczki z ciecierzycy. Danie było bardzo smaczne i przede wszystkich niedrogie. Mimo kosmicznie wysokich temperatur bardzo miło spędziłyśmy czas.




            Później często tam wracałyśmy i próbowałyśmy różnych smakołyków z menu. Szczególnie polecamy tarte z cukinii z kozim serem.
            Wracając po iście królewskiej uczcie, wstąpiłyśmy do  fabryki cukierków na ulicy Grodzkiej, która uwiodła nas wspaniałym zapachem i kolorami.





We - Ela and Karolina - decided to visit some restaurants and cafes near Main Square in Cracow. We can visit only some because it’s imposible to visit all of them. First place we went was vegetarian bar ‘Green Day’’ on Mikołajska street. We ate Wraps with falafels!. We didn’t know what falafels are for a long time. Then we reveal that they are just small balls of chick-pea.
Meal was very delicious and cheap. We spent a wonderful time there! Even though the temperature outside was very high...


We have returned there a lot of times and tried other delicacies from vegetarian menu. We recommend tart with zucchini and goat cheese the most.


On our way back from amazing feast we stopped by sweets’ factory. It is situated on Grodzka street. Not only sweets charmed us but also smell and colours of the place.

Noelka ~Moja

sobota, 5 października 2013

Uwaga, przepis! / Attention, a recipe!

Składniki:


Ciasto:
2 szklanki mąki kukurydzianej
200 g masła (kostka)
1/2 szklanki cukru pudru (my daliśmy tylko ⅓ szklanki)


Nadzienie z jabłek:


1 kg kwaśnych jabłek, np antonówki (może być nieco więcej, max 1 i 1/2 kg)
1/2 szklanki cukru (zależy jak bardzo kwaśne są jabłka - mając słodkie jabłka zrezygnowaliśmy z cukru)
łyżeczka cynamonu
szczypta kardamonu (jeśli lubimy)


Wykonanie:


  • mąkę siekamy z masłem i cukrem, szybko zagniatamy ciasto
  • formujemy kulę z ciasta, owijamy folią spożywczą i wkładamy do lodówki na min. 1/2h
  • obrane i pokrojone w cząstki jabłka dusimy z cukrem do miękkości, podlewając niewielką ilością wody, gdy są miękkie dodajemy przyprawy
  • od ciasta odejmujemy  1/4 na kruszonkę, resztą wylepiamy tortownicę o średnicy 20cm
  • podpiekamy spód w temp. około 160 st. C przez 15 min. (z termoobiegiem), lub w temp. 180 st. C w piekarniku bez termoobiegu, spód powinien podpiec się na złoto
  • na podpieczony spód wykładamy nadzienie i posypujemy pokruszonym ciastem
  • wkładamy do piekarnika i pieczemy około 50 min.
  • po wystudzeniu posypujemy przez sitko cukrem pudrem








Ingredients:


Pastry:

2 glasses of cornflour
200 g of butter
 ½ glass of caster sugar (we add ⅓ glass)





 
Filling:
1 kg of sour apples (you could take more but maximum is one and half kilogram)
½ glass of sugar - if you have sweet apples don’t add any sugar
teaspoon of cinnamon
pinch of cardamom (if you like it ;))




  • put cornflour, butter and caster sugar together and knead pastry
  • form ball, wrap it up in kitchen foil and put into fridge for at least ½ hour
  • peel apples, cut them and simmer with sugar - add a little bit water; add cinnamon and cardamom when apples get soft
  • take out pastry; separate ¼ of it to use it as crumble on top; the rest of pastry put into round form (20cm in diameter)
  • bake it for 15 minutes in about 160°C (in oven with air flow) or in 180°C without air flow; pastry should turn into gold colour
  • put filling of apples into form with baked pastry and cover with crumble
  • put into oven again and bake for 50 minutes
  • cool down a cake and then decorate with caster sugar


Recipe is from this blog:





Szarlotki ze spotkania niestety nie udało się uwiecznić - rozeszła się w zatrważającym tempie ;)
Ale żeby nie było wam smutno czytać tekst bez obrazków wykorzystałam zdjęcia imieninowej, zrobionej dla mojego Taty.
Unfortunately we didn't make photos of the apple pie from our meeting - we ate it too fast ;)
To make this post nicer, I used photographs of the one did for my Dad's name-day party.

Noelka

sobota, 28 września 2013

Wspinaczkowa przygoda / Climbing adventure

Jest niedziela, 21.30, a my siedzimy na dworcu PKS w Zakopanem. To już 30 minut po czasie planowanego odjazdu. Skończyły nam się wszystkie zapasy żywności. Patrzymy na siebie nawzajem z kanibalistycznym głodem w oczach...
Dlatego postanowiliśmy zająć się czymś innym, aby zapomnieć o tym, dość uporczywym i niebezpiecznym dyskomforcie żołądkowym. Utworzyliśmy mianowicie nowy wpis - w końcu dzisiejszy dzień dostarczył nam wystarczającą obfitość interesujących wrażeń.
It's Sunday evening... Our watches show 21:30 and we're still in Zakopane - waiting for a bus. It's about 30 minutes after the scheduled departure to Cracow. We ran out of everything. Looking at each other with cannibalistic vision.
That's why we decided to do something – it's the way to forget about persistent and some kind of dangerous stomach discomfort. We made a new post for you guys! - there were enough exciting things to write about today.
 
Pogoda nieznacznie się poprawiła, więc ruszyliśmy na podbój tatrzańskich skałek w Dolinie Lejowej.
The weather was a little bit better than yesterday so we made an idea to go climbing in Dolina Lejowa.

Jasiu, jako wspinacz?? (Jasiu, nie zabij jeśli istnieje inne, bardziej odpowiednie określenie...- nie ma (przyp. red)) z wieloletnim doświadczeniem zapoznał nas ze sprzętem i tajnikami wspinaczkowej techniki.
Jasiu as a climber with years of experience (Jasiu – don't kill us if there is more suitable word for someone who is climbing... – no such (editor's note)) acquainted us with equipment and gave some practical tips :)



Było to nasze pierwsze spotkanie z litą skałą:
It was the first time when we were climbing on the rock:
-Mam za słabe ręce, tylko przeszkadzają we wspinaczce O.o
- I have too weak arms, they only disturb me while climbing O.o

-Tu nie ma żadnych "cośków" jak na ściance!
Nie mam się za co chwycić!
- There are no „things” prepared to catch as there are on climbing wall!
I don't know what to grab!





























-Jak dotąd wdrapywałem się jedynie na drzewa i… w Aquaparku
- I climbed the tree and.... in Aquapark only

Nie wspinaliśmy się sami, oprócz Jasia tzw. stanowisko założyli jego koledzy - Marek i Maks, którzy niegdyś pobierali nauki właśnie u naszego gospodarza, dzisiaj zaś mogą pochwalić się wspaniałymi zdolnościami w tej dziedzinie.
Pierwsza spośród nas, kompletnych dyletantów, ruszyła Kasia, jak się okazało było trudniej niż mogłoby się wydawać. Następnie swoich sił próbowała Ela, ze zmęczenia przysiadła sobie nawet na chwilę.
There were also Marek and Maks with us – they are friends of Jasiu. They were taught by Jasiu too and they are able to climb very well now. We hope to do so in some time ;)
Kasia was the first person who tried to get to the top. It was harder that it seems in the beginning. Ela tried after her. She even „sat down” for a while (with fatigue).

Krzysztof, choć nie przewidywał się dzisiaj wspinać, postanowił nie być gorszy i podążył szlakiem dziewczyn. Piął się w górę z prędkością, o którą nikt by go nie podejrzewał (dalszych prób nie podejmowałem, jako, że Ela żądała spodni-były wszak tylko dwie zapasowe pary na troje wspinaczkowych laików i nie śmiałem, jak i na co dzień nie śmiem, dopominać się natarczywie, aby dziewczyny co prędzej ściągały spodnie)
Krzysztof decided not to be worse and also tried. Even though he didn't think about it before. He just came to watch us.
When he reach the top all thoughts were the same: We didn't think that he could do it in such short time! (I tried only once because Ela wanted her trousers back – there were only two pairs of pants for three climbing laymen. I didn't dare, and usually don't dare claim for taking off trousers by girls)

- Ekhm, wciąż miałam na sobie legginsy, żeby sobie nikt za dużo nie wyobrażał!
- Ekhm, I still had my leggings on my legs – don't imagine too much!

Później przyszła kolej na naukę asekuracji - Jasiu przeżył :), jak i na trasę znacznie trudniejszą, tzw. beczkę. Po wielu próbach (po piątej przestaliśmy liczyć;)) udało nam się dotrzeć do połowy - Kasia, a nawet do trzech czwartych  - Ela. Na tym etapie robiło się ciekawie, bo ilość chwytów, które było można złapać była prawie zerowa, jednak zdolny Jasiu pokonał zarówno wspomnianą trasę, jak i tę obok. Nasze kolejne podejścia były już o tyle trudniejsze, że zaczęło się ściemniać i w efekcie Kasia ostatnie progi skalne pokonywała już po ciemku, przyświecając sobie jedynie latarką czołową.
Next step was learning how to belay somebody when climbing – Jasiu is alive what means that we were diligent pupils.
We tried also to reach more difficult climbing routes. At this level, it was getting more and more interesting because there were fewer places for gripping. Apt Jasiu not only reached this route but also another difficult one. Time passed and it was getting darker – it made our climbing more difficult. After many attempts (I stopped counting after fifth one) Kasia climbed half of it (already in the darkness, only using flashlight), Ela got even three forth.

Nasz mistrz
Our master



-Jestem z siebie bardzo dumna, już prawie zrezygnowałam - podsumowała swoją wytrwałość Kasia nie bacząc na żartobliwe uwagi Marka i Maksa(„dwie godziny później”, „Kasia postanowiła sobie postać”, a kiedy Jasiu wspiął się w celu pomocy- „Aaaaa.. to dlatego!”) oraz Eli (“no podejdź po prostu nogami troszkę do góry”) zdobyła upragnioną półkę skalną. 
 
- I am very proud of myself. I almost gave up. - said Kasia when she stood on the ground. She was unconcerned by Marek and Maks's comments (“Two hours later”, “Kasia decided to have a rest”, and when Jasiu came to help her “Ohhh, that was a problem!”) and Ela's (“Just stand a little bit higher”).

Trasa trudniejsza... Chłopcy starają się pomóc ;)
More difficult one... Guys are trying to help ;)



W końcu musieliśmy jednak zakończyć naszą przygodę i gnając co sił w kołach wróciliśmy do domu Jasia. Należało przecież spakować się, zjeść kawałek przepysznej szarlotki (przepis Eli, wykonanie mamy Jasia) i jak najszybciej udać się wraz z podwożącym nas gospodarzem na dworzec PKS, aby przypadkiem nie spóźnić się na autobus. No i nie spóźniliśmy się. Autobus zrobił to za nas. Nic strasznego jednak z tego nie wynikło - ani nie pozjadaliśmy się, ani nie utknęliśmy w Zakopanem. Autobus przyjechał prawie godzinę po czasie nie utrudniając jednak szczególnie dostania się do domu. W trakcie jazdy zaś, za pisanie notatki natychmiast zabrała się, nie tracąca czasu na spanie, Ela. Po lekkiej edycji i dodaniu fragmentu nieznacznej długości, czego podjął się w poniedziałek Krzysztof, wpis znów dostał się w jej rączki, a stąd, po kolejnej modyfikacji i dodaniu zdjęć- prosto na blog! :)
Unfortunately we had to end our adventure and came back to Jaś's house. We packed up, ate a piece of delicious apple pie (Ela's recipe, made by Jaś's mum) and went to bus stop in Zakopane as fast as we can. Jasiu gave us a lift trying to deliever us on time – we didn't want to be late. We needn't have worried - bus was late instead of us – in fact we were early enough.
There weren't any terrible consequences of it – everybody is alive – nobody ate anybody and we didn't get stuck in Zakopane. Bus arrived almost an hour after scheduled departure. All way home Ela was writing our “Climbing post”. She didn't waste her time for sleeping. She wanted to make that incredible note as soon as possible. On Monday Krzysztof added some sentences and edited Ela's version a little bit. Ela looked at it again and then we added some photos :)
Our post was ready! After all the necessary changes it hit straight on the blog!

Noelka, Jaglanka, Marabut i Tapczan

Kilka dodatkowych zdjęć ;)
Some more photos:










sobota, 21 września 2013

KWIK 5

-Cześć!
-Cześć…
-Obudziłam Cię? Przepraszam…
I tak z planu pt. „Jesteśmy o siódmej rano w Kościelisku”, mimowolnie wyewoluowała wersja „Ups! Zaspaliśmy (Agnieszka i Marek) ( i Krzysztof…), będziemy o dwunastej”. Nasz Kościeliszczański gospodarz Jasiu odebrał trójcę- Elę, Kasię i Karolinę - „niebiesko - zielono, niebiesko - zielonym???” samochodem. 
Podejrzewałam, że może to być samochód w paski. ;) 

- Hi!
- Hi...
- Did I wake you up? I'm sorry...
That's how the plan 'We are in Kościelisko at 7 am' changed into 'Ups! We've overslept (Agnieszka and Marek) (and Krzysztof...), we'll be there at noon'. Our host, Jasiu picked up the three of us -Ela, Kasia and Karolina. He said the colour of the car will be 'blue-green, blue-green??? '
I was pretty sure that the car would be striped. ;) 

Z kolorem zielonym miał niewiele wspólnego, jedynie znaczek Skody.
The only thing in common was the green badge of Škoda.

To piąte z kolei spotkanie rozpoczęło się, wybrakowanym o trójkę spóźnialskich, śniadaniem.
Do drugiej w nocy piekłam muffinki - jestem usprawiedliwiona! 
The fifth KWIK meeting started with breakfast without the laggards.
I've been baking muffins till 2 am - I am justified!
Wariacje na temat: ryż na mleku.
Variations of rice pudding

Kiedy byliśmy już w pełnym składzie, zajęliśmy się opracowywaniem misji „obiad”. Tarta szpinakowa spotkała się z powszechną aprobatą i mięsem (które do wegetariańskiego dania przeszmuglowali Karolina i chłopaki).
After we've had finally met up with the rest of the team, we focused on mission "dinner". Spinach tart met with approveal and meat (which was smuggled into this vegetarian dish by Karolina and boys).


Moglibyśmy napisać, że odwiedziliśmy muzeum Kasprowicza.
We could write that we'd visited museum of Kasprowicz (Polish poet)

Museum is open everyday except for Mondays


Moglibyśmy napisać, że poznaliśmy kustosza muzeum- ciocię Jasia.
We could write that we'd met Jaś's aunt who is the custodian of the aforementioned museum.

Moglibyśmy napisać, że Kasprowicz leży pod Marusią.
We could write that Kasprowicz lies under Marusia.


Moglibyśmy napisać, że robiliśmy sobie sesję zdjęciową muz na ławeczkach.  
We could write that we'd had a photo session of muses on the benches.


Moglibyśmy to wszystko napisać, ale pochłonęły nas myśli o obiedzie. Udaliśmy się więc na polowanie, lepsze są dwie czy cztery piersi?… z kurczaka oczywiście.
We could write all of that, but our thoughts were focused on dinner. We went on a hunt. But what's better - two or maybe four breasts... chicken breasts of course.  


Podążając śladami tatrzańskich tradycji, następnym punktem naszej wesołej wycieczki wielkim autem było stoisko z oscypkami.
Following the paths of the highlander traditions, the next stop of our cheerful trip in the BIG car was the highlander cheese stand.



UWAGA! Będzie cząsło!
ATTENTION! Get ready for shaking!
Jadę albo nie jadę... Jak się to prowadzi?!
I'm driving! I'm driving! How to drive this thing?!

Fotoradar w podczerwieni
Speed camera infrared

Kiedy wróciliśmy do domu, nasze mięsne wyobrażenia przybrały postać pysznego obiadu.
Back at home, our food dreams came true in a form of the most delicious dinner. 

Z którego w sumie mało zostało…
And that's what was left... 

  
Po uczcie rzuciliśmy się na, wspomniane już wcześniej, muffinki urodzinowe Eli i Krzysztofa, którzy niefortunnie urodzili się w wakacje i świętowanie przeniosło się na wrzesień.
Dalsza część spotkania upłynęła na ciągłym podjadaniu, rozmowach i nadrabianiu blogowych zaległości- blog został założony na KWIK-u 4 (w czerwcu) :P
After the feast, we attacked muffins mentioned before. The muffins were a sweet birthday gift for Ela and Krzysztof. Unfortunatelly, they were born during the holidays, that's why the celebrations were moved to September.
We've spent the rest of the meeting on constant snacking, talking and catching up with blog created during the last KWIK meeting (in June) :P

Z KWIKowym pozdrowieniem,
My      
KWIK's greetings,
We