Jest
niedziela, 21.30, a my siedzimy na dworcu PKS w Zakopanem. To już 30
minut po czasie planowanego odjazdu. Skończyły nam się wszystkie
zapasy żywności. Patrzymy na siebie nawzajem z kanibalistycznym
głodem w oczach...
Dlatego
postanowiliśmy zająć się czymś innym, aby zapomnieć o tym, dość
uporczywym i niebezpiecznym dyskomforcie żołądkowym. Utworzyliśmy
mianowicie nowy wpis - w końcu dzisiejszy dzień dostarczył nam
wystarczającą obfitość interesujących wrażeń.
It's
Sunday evening... Our watches show 21:30 and we're still in Zakopane
- waiting for a bus. It's about 30 minutes after the scheduled
departure to Cracow. We ran out of everything. Looking at each other
with cannibalistic vision.
That's
why we decided to do something – it's the way to forget about
persistent and some kind of dangerous stomach discomfort. We made a
new post for you guys! - there were enough exciting things to write
about today.
Pogoda
nieznacznie się poprawiła, więc ruszyliśmy na podbój
tatrzańskich skałek w Dolinie Lejowej.
The
weather was a little bit better than yesterday so we made an idea to
go climbing in Dolina Lejowa.
Jasiu,
jako wspinacz?? (Jasiu, nie zabij jeśli istnieje inne, bardziej
odpowiednie określenie...-
nie ma (przyp.
red)) z wieloletnim doświadczeniem zapoznał nas ze sprzętem i
tajnikami wspinaczkowej techniki.
Jasiu
as a climber with years of experience (Jasiu – don't kill us if
there is more suitable word for someone who is climbing... – no
such (editor's note)) acquainted us with equipment and gave some
practical tips :)
Było
to nasze pierwsze spotkanie z litą skałą:
It
was the first time when we were climbing on the rock:
 |
-Mam
za słabe ręce, tylko przeszkadzają we wspinaczce O.o
-
I have too weak arms, they only disturb me while climbing O.o |
 |
-Tu
nie ma żadnych "cośków" jak na ściance! Nie mam się za
co chwycić!
-
There are no „things” prepared to catch as there are on climbing
wall! I don't know what to grab! |
 |
-Jak
dotąd wdrapywałem się jedynie na drzewa i… w Aquaparku
-
I climbed the tree and.... in Aquapark only |
Nie
wspinaliśmy się sami, oprócz Jasia tzw. stanowisko założyli jego
koledzy - Marek i Maks, którzy niegdyś pobierali nauki właśnie u
naszego gospodarza, dzisiaj zaś mogą pochwalić się wspaniałymi
zdolnościami w tej dziedzinie.
Pierwsza
spośród nas, kompletnych dyletantów, ruszyła Kasia, jak się
okazało było trudniej niż mogłoby się wydawać. Następnie
swoich sił próbowała Ela, ze zmęczenia przysiadła sobie nawet na
chwilę.
There
were also Marek and Maks with us – they are friends of Jasiu. They
were taught by Jasiu too and they are able to climb very well now. We
hope to do so in some time ;)
Kasia
was the first person who tried to get to the top. It was harder that
it seems in the beginning. Ela tried after her. She even „sat down”
for a while (with fatigue).
Krzysztof,
choć nie przewidywał się dzisiaj wspinać, postanowił nie być
gorszy i podążył szlakiem dziewczyn. Piął się w górę z
prędkością, o którą nikt by go nie podejrzewał (dalszych
prób nie podejmowałem, jako, że Ela żądała spodni-były wszak
tylko dwie zapasowe pary na troje wspinaczkowych laików i nie
śmiałem, jak i na co dzień nie śmiem, dopominać się
natarczywie, aby dziewczyny co prędzej ściągały spodnie)
Krzysztof
decided not to be worse and also tried. Even though he didn't think
about it before. He just came to watch us.
When
he reach the top all thoughts were the same: We didn't think that he
could do it in such short time! (I tried only once because Ela wanted
her trousers back – there were only two pairs of pants for three
climbing laymen. I didn't dare, and usually don't dare claim for
taking off trousers by girls)
-
Ekhm, wciąż miałam na sobie legginsy, żeby sobie nikt za dużo
nie wyobrażał!
-
Ekhm, I still had my leggings on my legs – don't imagine too much!
Później
przyszła kolej na naukę asekuracji - Jasiu przeżył :), jak i na
trasę znacznie trudniejszą, tzw. beczkę. Po wielu próbach (po
piątej przestaliśmy liczyć;)) udało nam się dotrzeć do połowy
- Kasia, a nawet do trzech czwartych - Ela. Na tym etapie
robiło się ciekawie, bo ilość chwytów, które było można
złapać była prawie zerowa, jednak zdolny Jasiu pokonał zarówno
wspomnianą trasę, jak i tę obok. Nasze kolejne podejścia były
już o tyle trudniejsze, że zaczęło się ściemniać i w efekcie
Kasia ostatnie progi skalne pokonywała już po ciemku, przyświecając
sobie jedynie latarką czołową.
Next
step was learning how to belay somebody when climbing – Jasiu is
alive what means that we were diligent pupils.
We
tried also to reach more difficult climbing routes. At this level, it
was getting more and more interesting because there were fewer places
for gripping. Apt Jasiu not only reached this route but also another
difficult one. Time passed and it was getting darker – it made our
climbing more difficult. After many attempts (I stopped counting
after fifth one) Kasia climbed half of it (already in the darkness,
only using flashlight), Ela got even three forth.
 |
Nasz mistrz
Our master |
|
-Jestem z siebie bardzo dumna, już prawie zrezygnowałam -
podsumowała swoją wytrwałość Kasia nie bacząc na żartobliwe
uwagi Marka i Maksa(„dwie godziny później”, „Kasia
postanowiła sobie postać”, a kiedy Jasiu wspiął się w celu
pomocy- „Aaaaa.. to dlatego!”) oraz Eli (“no podejdź po prostu
nogami troszkę do góry”) zdobyła upragnioną półkę skalną.
-
I am very proud of myself. I almost gave up. - said Kasia when she
stood on the ground. She was unconcerned by Marek and Maks's comments
(“Two hours later”, “Kasia decided to have a rest”, and when
Jasiu came to help her “Ohhh, that was a problem!”) and Ela's
(“Just stand a little bit higher”).
← Trasa trudniejsza... Chłopcy starają się pomóc ;)
← More
difficult one... Guys are trying to help ;)
W
końcu musieliśmy jednak zakończyć naszą przygodę i gnając co
sił w kołach wróciliśmy do domu Jasia. Należało przecież
spakować się, zjeść kawałek przepysznej szarlotki (przepis Eli,
wykonanie mamy Jasia) i jak najszybciej udać się wraz z podwożącym
nas gospodarzem na dworzec PKS, aby przypadkiem nie spóźnić się
na autobus. No i nie spóźniliśmy się. Autobus zrobił to za nas.
Nic strasznego jednak z tego nie wynikło - ani nie pozjadaliśmy
się, ani nie utknęliśmy w Zakopanem. Autobus przyjechał prawie
godzinę po czasie nie utrudniając jednak szczególnie dostania się
do domu. W trakcie jazdy zaś, za pisanie notatki natychmiast zabrała
się, nie tracąca czasu na spanie, Ela. Po lekkiej edycji i dodaniu
fragmentu nieznacznej długości, czego podjął się w poniedziałek
Krzysztof, wpis znów dostał się w jej rączki, a stąd, po
kolejnej modyfikacji i dodaniu zdjęć- prosto na blog! :)
Unfortunately
we had to end our adventure and came back to Jaś's house. We packed
up, ate a piece of delicious apple pie (Ela's recipe, made by Jaś's
mum) and went to bus stop in Zakopane as fast as we can. Jasiu gave
us a lift trying to deliever us on time – we didn't want to be
late. We needn't have worried - bus was late instead of us – in
fact we were early enough.
There
weren't any terrible consequences of it – everybody is alive –
nobody ate anybody and we didn't get stuck in Zakopane. Bus arrived
almost an hour after scheduled departure. All way home Ela was
writing our “Climbing post”. She didn't waste her time for
sleeping. She wanted to make that incredible note as soon as
possible. On Monday Krzysztof added some sentences and edited Ela's
version a little bit. Ela looked at it again and then we added some
photos :)
Our
post was ready! After all the necessary changes it hit straight on
the blog!
Noelka, Jaglanka, Marabut i
Tapczan
Kilka dodatkowych zdjęć ;)
Some more photos: