sobota, 28 września 2013

Wspinaczkowa przygoda / Climbing adventure

Jest niedziela, 21.30, a my siedzimy na dworcu PKS w Zakopanem. To już 30 minut po czasie planowanego odjazdu. Skończyły nam się wszystkie zapasy żywności. Patrzymy na siebie nawzajem z kanibalistycznym głodem w oczach...
Dlatego postanowiliśmy zająć się czymś innym, aby zapomnieć o tym, dość uporczywym i niebezpiecznym dyskomforcie żołądkowym. Utworzyliśmy mianowicie nowy wpis - w końcu dzisiejszy dzień dostarczył nam wystarczającą obfitość interesujących wrażeń.
It's Sunday evening... Our watches show 21:30 and we're still in Zakopane - waiting for a bus. It's about 30 minutes after the scheduled departure to Cracow. We ran out of everything. Looking at each other with cannibalistic vision.
That's why we decided to do something – it's the way to forget about persistent and some kind of dangerous stomach discomfort. We made a new post for you guys! - there were enough exciting things to write about today.
 
Pogoda nieznacznie się poprawiła, więc ruszyliśmy na podbój tatrzańskich skałek w Dolinie Lejowej.
The weather was a little bit better than yesterday so we made an idea to go climbing in Dolina Lejowa.

Jasiu, jako wspinacz?? (Jasiu, nie zabij jeśli istnieje inne, bardziej odpowiednie określenie...- nie ma (przyp. red)) z wieloletnim doświadczeniem zapoznał nas ze sprzętem i tajnikami wspinaczkowej techniki.
Jasiu as a climber with years of experience (Jasiu – don't kill us if there is more suitable word for someone who is climbing... – no such (editor's note)) acquainted us with equipment and gave some practical tips :)



Było to nasze pierwsze spotkanie z litą skałą:
It was the first time when we were climbing on the rock:
-Mam za słabe ręce, tylko przeszkadzają we wspinaczce O.o
- I have too weak arms, they only disturb me while climbing O.o

-Tu nie ma żadnych "cośków" jak na ściance!
Nie mam się za co chwycić!
- There are no „things” prepared to catch as there are on climbing wall!
I don't know what to grab!





























-Jak dotąd wdrapywałem się jedynie na drzewa i… w Aquaparku
- I climbed the tree and.... in Aquapark only

Nie wspinaliśmy się sami, oprócz Jasia tzw. stanowisko założyli jego koledzy - Marek i Maks, którzy niegdyś pobierali nauki właśnie u naszego gospodarza, dzisiaj zaś mogą pochwalić się wspaniałymi zdolnościami w tej dziedzinie.
Pierwsza spośród nas, kompletnych dyletantów, ruszyła Kasia, jak się okazało było trudniej niż mogłoby się wydawać. Następnie swoich sił próbowała Ela, ze zmęczenia przysiadła sobie nawet na chwilę.
There were also Marek and Maks with us – they are friends of Jasiu. They were taught by Jasiu too and they are able to climb very well now. We hope to do so in some time ;)
Kasia was the first person who tried to get to the top. It was harder that it seems in the beginning. Ela tried after her. She even „sat down” for a while (with fatigue).

Krzysztof, choć nie przewidywał się dzisiaj wspinać, postanowił nie być gorszy i podążył szlakiem dziewczyn. Piął się w górę z prędkością, o którą nikt by go nie podejrzewał (dalszych prób nie podejmowałem, jako, że Ela żądała spodni-były wszak tylko dwie zapasowe pary na troje wspinaczkowych laików i nie śmiałem, jak i na co dzień nie śmiem, dopominać się natarczywie, aby dziewczyny co prędzej ściągały spodnie)
Krzysztof decided not to be worse and also tried. Even though he didn't think about it before. He just came to watch us.
When he reach the top all thoughts were the same: We didn't think that he could do it in such short time! (I tried only once because Ela wanted her trousers back – there were only two pairs of pants for three climbing laymen. I didn't dare, and usually don't dare claim for taking off trousers by girls)

- Ekhm, wciąż miałam na sobie legginsy, żeby sobie nikt za dużo nie wyobrażał!
- Ekhm, I still had my leggings on my legs – don't imagine too much!

Później przyszła kolej na naukę asekuracji - Jasiu przeżył :), jak i na trasę znacznie trudniejszą, tzw. beczkę. Po wielu próbach (po piątej przestaliśmy liczyć;)) udało nam się dotrzeć do połowy - Kasia, a nawet do trzech czwartych  - Ela. Na tym etapie robiło się ciekawie, bo ilość chwytów, które było można złapać była prawie zerowa, jednak zdolny Jasiu pokonał zarówno wspomnianą trasę, jak i tę obok. Nasze kolejne podejścia były już o tyle trudniejsze, że zaczęło się ściemniać i w efekcie Kasia ostatnie progi skalne pokonywała już po ciemku, przyświecając sobie jedynie latarką czołową.
Next step was learning how to belay somebody when climbing – Jasiu is alive what means that we were diligent pupils.
We tried also to reach more difficult climbing routes. At this level, it was getting more and more interesting because there were fewer places for gripping. Apt Jasiu not only reached this route but also another difficult one. Time passed and it was getting darker – it made our climbing more difficult. After many attempts (I stopped counting after fifth one) Kasia climbed half of it (already in the darkness, only using flashlight), Ela got even three forth.

Nasz mistrz
Our master



-Jestem z siebie bardzo dumna, już prawie zrezygnowałam - podsumowała swoją wytrwałość Kasia nie bacząc na żartobliwe uwagi Marka i Maksa(„dwie godziny później”, „Kasia postanowiła sobie postać”, a kiedy Jasiu wspiął się w celu pomocy- „Aaaaa.. to dlatego!”) oraz Eli (“no podejdź po prostu nogami troszkę do góry”) zdobyła upragnioną półkę skalną. 
 
- I am very proud of myself. I almost gave up. - said Kasia when she stood on the ground. She was unconcerned by Marek and Maks's comments (“Two hours later”, “Kasia decided to have a rest”, and when Jasiu came to help her “Ohhh, that was a problem!”) and Ela's (“Just stand a little bit higher”).

Trasa trudniejsza... Chłopcy starają się pomóc ;)
More difficult one... Guys are trying to help ;)



W końcu musieliśmy jednak zakończyć naszą przygodę i gnając co sił w kołach wróciliśmy do domu Jasia. Należało przecież spakować się, zjeść kawałek przepysznej szarlotki (przepis Eli, wykonanie mamy Jasia) i jak najszybciej udać się wraz z podwożącym nas gospodarzem na dworzec PKS, aby przypadkiem nie spóźnić się na autobus. No i nie spóźniliśmy się. Autobus zrobił to za nas. Nic strasznego jednak z tego nie wynikło - ani nie pozjadaliśmy się, ani nie utknęliśmy w Zakopanem. Autobus przyjechał prawie godzinę po czasie nie utrudniając jednak szczególnie dostania się do domu. W trakcie jazdy zaś, za pisanie notatki natychmiast zabrała się, nie tracąca czasu na spanie, Ela. Po lekkiej edycji i dodaniu fragmentu nieznacznej długości, czego podjął się w poniedziałek Krzysztof, wpis znów dostał się w jej rączki, a stąd, po kolejnej modyfikacji i dodaniu zdjęć- prosto na blog! :)
Unfortunately we had to end our adventure and came back to Jaś's house. We packed up, ate a piece of delicious apple pie (Ela's recipe, made by Jaś's mum) and went to bus stop in Zakopane as fast as we can. Jasiu gave us a lift trying to deliever us on time – we didn't want to be late. We needn't have worried - bus was late instead of us – in fact we were early enough.
There weren't any terrible consequences of it – everybody is alive – nobody ate anybody and we didn't get stuck in Zakopane. Bus arrived almost an hour after scheduled departure. All way home Ela was writing our “Climbing post”. She didn't waste her time for sleeping. She wanted to make that incredible note as soon as possible. On Monday Krzysztof added some sentences and edited Ela's version a little bit. Ela looked at it again and then we added some photos :)
Our post was ready! After all the necessary changes it hit straight on the blog!

Noelka, Jaglanka, Marabut i Tapczan

Kilka dodatkowych zdjęć ;)
Some more photos:










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz